David Lynch - skandalista czy postmodernista

maj 5, 2008 at 11:10 pm (psychologia, spoleczenstwo) (, , , , , , , , , , , , , , )

Niesamowite to za mało powiedziane. Straszne, absurdalne, pokręcone, diabelnie nudne, niezrozumiałe, chore, durne, tajemnicze, surrealistyczne, groteskowe…Tak określane są filmy Davida Lyncha. Dla laików to czysta abstrakcja - zero fabuły, po prostu nuda. Dla miłośników jego twórczości- to prawdziwa gratka, zabawa z postmodernistyczną sztuką, dzięki której można odkryć najgłębsze i najdziksze oblicza ludzkiej natury. Lynch próbuje nam udowodnić, że ludzki umysł to labirynt, studnia bez dna i nikt z nas tak naprawdę nie zna siebie do końca. David Lynch, to z całą pewnością skandalista, ale przede wszystkim wielki artysta postmodernistyczny robiący filmy z górnej półki.

Kino postmodernistyczne, awangardowe jest mieszanką stylów i gatunków, stawia na chaos, różnorodność nadmiar, przesadę. Korzysta z zapożyczeń, cytatów, żartów, kalamburów, piętrzą się w nim symbole i metafory, nie może być zatem mowy o jednoznaczności. Często pojawiają się w nim spowolnienia lub rwanie toku akcji. Lynch to  mistrz metafory i absurdu, stawiający przede wszystkim na niesamowitość: Chodzi o to by stworzyć poczucie tajemnicy(…)Przecież w życiu zdarzają się neizrozumiałe rzeczy, ale kiedy pokazuje się je w kinie ludzie zaczynają się niepokoić.

Lynch nigdy publicznie nie interpretuje swoich filmów: Film robi się po to, by go oglądać(…)Tajemniczy i ciemny, oto najpiękniejsze z istniejących słów - zwykł mawiać grając na skłoności widzów do analizowania a nie przeżywania.

Klimat jest chyba najważniejszy w filmach Lyncha. Atmosferę reżyser buduje operując głównie kolorem(czerń i czerwień) oraz dźwiękiem. Tło filmów jest zwykle ciemne( Czarna Chata w Twin Peaks). Przeważają sceny rozgrywające się pod osłoną nocy(Blue Velvet, Zagubiona autostrada), przy zasłonietych zasłonach- zwykle są to czerwone kotary( czerwony pokój). Pojawiaja się też ciemne elementy jak popiół, błoto , krew. Czerń według Lyncha daje wrażenie głębi, zbyt dużo kolorystyki dawałoby natomiast po prostu realność.

Ogromną rolę odgrywają też budujące nastrój  dźwięki - rewelacyjne Fallin Julee Cruise z Miasteczka Twin Peaks czy utwór Blue Velvet a nawet muzyka zespołu  Rammstein w Zagubionej autostradzie. I tu ujawnia się dwuwarstwowość- z jednej strony zwykłe historie, z drugiej ich wieloznaczność.

Lynch uwielbia umiejscawiać swoje historie w sielskich i sympatycznych miasteczkach amerykańskich, np. Twin Peaks. Z pozoru piękne, szybko ujawniają swe ciemne strony: popełnione zbrodnie, dzikie instynkty ludzkie, sadomasochstyczne skłonności. Całe to zło nie pochodzi z zewnątrz, lecz z wnętrza ludzkiej nieokiełznanej i niezbadanej natury.

Owej metaforyczności służyć mają wprowadzane celowo przedmioty, np. ucho(Blue Velvet)- symbol głębi, ogień(Dzikośc serca)- jako odpowiednik agresji, mocne makijaże próbą ukrycia się przed sobą, słuchawki telefoniczne i literki(Twin Peaks, Alfabet), postaci- Tajemniczy Mężczyzna z Zagubionej autostrady czy Człowiek Stamtąd z Miasteczka Twin Peaks.

Lynch wprowadza też aluzje, np. wiele elementów z Czarodzieja z Oz można odnaleźć w Dzikości serca( postać Bobby’ego i Dobrej Wróżki). Reżyser między tragizm wplata komizm i groteskę, m.in. płaczący policjant Andy Brennan (Miasteczko Twin Peaks), płonące sutki(Blue Velvet),ciastka wiśniowe będące specjalnością mieszkańców Twin Peaks.

Lynch nazwany kiedyś papieżem filmowego postmodernizmu z całą pewnością zasługuje na to miano. On doskonale wie na czym ma polegać dobre kino: ma mieć klimat, ma szkokować, wywoływac emocje, czasem strach, zmuszać do myślenia(często bezskutecznego).Nie każdy potrafi zrozumieć filmy Lyncha, ale to nieistotne- ważne żeby poczuł dreszcz emocji, uświadomił sobie, że pod przykrywką układności i piękna czai się ukryte ZŁO i niegdy tak naprawdę nie wiadomo kiedy pokaże swoją paszczę.

Do dyskusji na temat Inland Empire Davida Lyncha, kultury, filmów na które warto iść do kina, festiwali, koncertów, książek, które czytacie zapraszam na nasze forum kobiet.

eVa

Odnośnik 1 komentarz

Samotność - samotni czy single

kwiecień 20, 2008 at 2:19 pm (facet, kobiety, milosc, psychologia, spoleczenstwo) (, , , , , , , , , , )

Samotność to subiektywnie odczuwane zjawisko, stan emocjonalny człowieka wynikający najczęściej z braku pozytywnych relacji z innymi osobami. Ma wydźwięk negatywny. - tak mówi najpopularniejsza internetowa encyklopedia.

Samotność to zjawisko, a zatem ludzie, którzy odczuwają ten stan emocjonalny to samotni. Nie każdy się jednak godzi na to by nazywać go samotnym, wolimy używać w tym celu pojęcia “sami” czy “single”. Bo tak naprawdę sami nie oznacza samotni, bo często jest wokół i rodzina i przyjaciele, nie ma tylko stałego partnera życiowego. Zdecydowanie większość z nas zastąpiłaby słowo “samotność” czymś w rodzaju “samość”( moje swobodne słowotwórstwo) a może raczej “samodzielność” w odmianie “niezależności”.

Prawdziwą rewolucję spowodowało wprowadzenia pojęcia singla i większość osób, które są same, podkreśla jak fajnie być singlem. Singiel, w przeciwieństwie do samotnego ma wydźwięk pozytywny, tak samo jak “niezależny”, “sam” to pojęcia nacechowane pozytywnie przeciwnie do negatywnie zabarwionego  ”samotnego”.

Jeszcze dalej posunęła się Sasha Cagen wprowadzając nową teorię: quirkyalone, czyli życie w pojedynkę. Bo o wiele fajniej jest mówić o sobie, że się jest quirkyalone czy singlem, niż samotnym. Singlowi bowiem wypada iśc samemu do kina, a samotnemu pozostają już tylko biura matrymonialne.

Dlaczego wciąż postrzegamy pojęcie samotności poprzez pryzmat stereotypów? Jaki jest zatem przepis na samotność?

Do dyskusji na temat samotności, samych singli i quirkyalone zapraszam na nasze forum kobiet.

eVa

Odnośnik Liczba komentarzy: 2

Nirvana - wspomnienie

kwiecień 5, 2008 at 10:15 przed południem (spoleczenstwo) (, , , , , , , )

Przenieśmy się n a chwilę kilkanaście lat wstecz. Dla wielu fanów grungeowej muzyki, był to bardzo, bardzo smutny dzień. Dokladnie 14 lat temu, 5 kwietnia 1994 roku zmarł Kurt Cobain, założyciel i lider zespołu Nirvana. Jego ciało znaleziono parę dni później w domu w Seattle. Oficjalnie stwierdzono samobójstwo. 

Hsitoria tej śmierci to wciąż zagadka. Fani trzymają się wersji, że to było morderstowo, ponieważ człowiek, mający we krwi tyle heroiny, ile miał Kurt, nie byłby w stanie wystrzelić z pistoletu!Ponadto ktoś w międzyczasie korzystalz karty kredytowej Kurta!Śmierć tego autorytetu pokolenia lat 90tych spowodowała falę samobójstw wśród jego fanów.Robili to dla niego!Dla ich Kurta!
Nie inaczej, ale właśnie włączeniem sobie płytki z ich muzyką postanowiłam upamiętnić to wydarzenie…I rozbrzmiały moje ulubione “Smells like teen spirit“, “Lake of fire”, “The Man Who Sold the World”, “Polly”, “Molly’s Lips”, “In Bloom”, “Lithium”…i mogłabym tak dalej wymieniać listę moich ulubionych utworów Nirvany! Nie ma najlepszego, bo w tej muzyce, w muzyce grunge liczy się przede wszystkim klimat. Biedny Kurt chciał tworzyć brzydką muzykę, miał określonego odbiorcę, a tu okazało się, że Nirvana jako zespół grungeowy przebiła nawet żelazną bramę kultury popularnej! Sukces zespołu, ale ideologiczna porażka Kurta?!

A na upamiętnienie tego zdarzenia tłumaczenie Listu Pożegnalnego Kurta Cobaina:

Mówię do was językiem doświadczonego prostaka, który zdecydowanie wolałby być zniewieściałym, infantylnym, wiecznie nie zadowolonym typem. Dlatego też nie powinniście mieć problemów ze zrozumieniem tego listu. Wszystkie ostrzeżenia ze strony punk rocka w ciągu tych wszystkich lat, od czasu gdy po raz pierwszy zaznajomiłem się z tą tak zwaną etyką, związaną zniezależnością i z przyłączeniem się do społeczności okazały się jak najbardziej prawdziwe. Już od zbyt dawna obce jest mi podniecenie płynące ze słuchania i tworzenia muzyki. Od wielu lat towarzyszy mi poczucie winy, które trudno wyrazić słowami. Kiedy stoimy za sceną gasną światła i w ciemności rozlega się maniakalny wrzask tłumu, nie robi to na mnie takiego wrażenia jak na przykład na Freddiem Mercurym, który kochał uwielbienie mas i rozkoszował się nim. To coś, co bezgranicznie podziwiam i czego zazdroszczę innym. Chodzi mi o to że nie potrafię was oszukiwać. Nikogo z was. Nie byłoby in fair, ani w stosunku do was, ani wobec mnie samego. Najgorszą dla mnie zbrodnią byłobyoszukiwanie ludzi i udawanie, że doskonale się bawię i że sprawia mi to ogromną przyjemność. Czasami czuję że powinienem przed wyjściem na scenę włączać stoper. Próbowałem, naprawdę bardzo się starałem by móc to docenić i naprawdę tak jest Boże, uwierz mi, że tak naprawdę jest - ale to nie wystarcza. Doceniam fakt, że wywieraliśmy wpływ na mnóstwo osób i pozwalaliśmy się bawić wielu, wielu z nich. Jestem chyba jednak jednym z tych narcystycznych osobników, którzy potrafią docenić wartość pewnych rzeczy tylko wtedy, gdy ich już nie ma. Jestem zbyt wrażliwy. Muszę być lekko odrętwiały, by odzyskać entuzjazm, który odczuwałem jeszcze w dzieciństwie. W czasie naszych ostatnich trzech tras czułem się znacznie lepiej w towarzystwie wszystkich przyjaciół i fanów naszej muzyki, ale wciąż nie potrafię poradzić sobie z frustracją, poczuciem winy i empatią, którą odczuwam w stosunku dowszystkich ludzi. We wszystkich z nas drzemie dobro, a ja po prostu za bardzo kocham ludzi. Tak bardzo, że przez to odczuwam jeszcze większy smutek…jestem takim, mały, smutnym nie potrafiącym niczego docenić facetem. Jezu, człowieku! Dlaczego nie potrafisz po prostu się z tego cieszyć? Nie wiem ! Mam cudowną żonę, pełną ambicji i empatii… i córeczkę, która za bardzo przypomina mnie takiego, jakim kiedyś byłem. Pełna miłości i radości, całuje wszystkich, których poznaje, bo wszyscy są przecież dobrzy i nikt nie zrobi jej krzywdy. A to przeraża mnie tak bardzo, że niemal przestaję w ogóle funkcjonować. Nie mogę znieść myśli, że Frances może stać się kiedyś godnym pożałowania, dążącym do samo destrukcji death rockerem, jakim stałem się ja. Było mi dobrze, bardzo dobrze i jestem za to wdzięczny. Ale już w wieku siedmiu lat zacząłem odczuwać nienawiść w stosunku do ludzi w ogóle…tylko dlatego że tak łatwo przychodzi im okazywać innym empatię. Empatię! Chyba tylko dlatego, że kocham ludzi za bardzo i za bardzo ich żałuję. Dziękuję wam bardzo z głębi mojego płonącego, skręcającego się z bólu żołądka za wasze listy i troskę przejawianą w ciągu tych ostatnich lat. Jestem zbyt kapryśny, zwariowanym i ulegającym nastroją. Nie mam już w sobie ani trochę krzty pasji, więc pamiętajcie lepiej jest szybko wypalić się niż znikać powoli. Pokój, miłość, empatia.

Do dyskusji o Nirvanie, innych zespołach i muzyce zapraszam na nasze forum kobiet.

eVa

Odnośnik Brak komentarzy

Koniec ery listu motywacyjnego

marzec 30, 2008 at 12:21 pm (psychologia, spoleczenstwo) (, , , )

 

Kto czyta dziś czyta listy motywacyjne? Nauczono nas, że powinniśmy je pisać i wysyłać wraz z CV.Przykładamy się do nich średnio, nie lubimy ich pisać, niby istnieją jakieś zasady pisania listu motywacyjnego, ale my nie mamy motywacji by ich pisać!Bynajmniej nie dlatego, że przeraża nas konkurencja wśród innych kandydatów aplikujęcych na to samo stanowisko…Po prostu zastanawiamy się czy w ogóle ktokolwiek go przeczyta? Wolimy tak naprawdę opowiadać o sobie już podczas job interview!

 

Napisanie dobrego listu motywacyjnego to niebywała sztuka, ale czy rzeczywiście ktoś je czyta i jaki to ma wpływ na pozytywne rozpatrzenie naszej kandydatury?

Lepiej nie wysyłać listu motywacyjnego niż wysłać taki, który może być niepoprawny i będzie źle odebrany przez potencjalnego pracodawcę.Brak listu motywacyjnego absolutnie nie oznacza dyskwalifikacji kandydata, niekiedy ratuje natomiast przed odrzuceniem tych, którzy nie posiadają zdolności pisarskich.

Współcześnie mało który pracodawca ma czas na wczytywanie się w treść listów motywacyjnych. W korporacjach i dużych przedsiębiorstwach, gdzie trwa ciągła rekrutacja i spływa dużo aplikacji, rekruterzy nie mają czasu na czytanie listów. Podobnie jest w centrach outsourcingowych zajmujących się rekrutacją. Otwarcie dokumentu, sczególnie gdy jest on w wersji pdf to co najmniej 30-60 sekund; kiedy ma się do rozpatrzenia ponad sto lub więcej aplikacji, nie ma możliwości wczytania się w treść każdego listu motywacyjnego.Niektórzy kandydaci treść listu umieszczają w tym samym dokumencie co życiorys, co jest dużym ułatwieniem, ale wcale nie powoduje to tego,że ktoś w ogóle go przeczyta. Większe prawdpodobieństwo tego, że ktoś wczyta się nasze argumenty autoprezentacyjne zawarte w liście motywacyjnym są w przypadku zgłaszania swojej kandydatury do małych prywatnych firm oraz niekiedy mediów, gdzie oceniani jesteśmy również za umiejętność posługiwania się słowem pisanym.

A Wy piszecie listy motywacyjne? Zapraszamy do dyskusji na ten temat na nasze forum kobiet.

eVa

Odnośnik Brak komentarzy

Picie herbaty w krajach arabskich

marzec 27, 2008 at 12:01 pm (podroze, spoleczenstwo) (, , , , , , )

 Herbatę w krajach arabskich pije się w dużych ilościach. Jej przygotowywanie nie ma nic wspólnego z japońskim ceremoniałem. W dość pojemnym czajniku zagotowuje się wodę z cukrem, natępnie herbaciane liście, w takiej ilości by powstał dość mocny napar. Woda z suszem herbacianym powinna zawrzeć dwu-trzykrotnie. Robi się tak z dwóch względów – higienicznych oraz dla uzyskania klarownego i mocnego naparu. Dzięki tak krótkiemu gotowaniu herbata jest klarowna i przezroczysta. Nakryty serwetką czajnik odstawia się kilkanaście minut w ciepłe miejsce. Do naparu wrzuca się świeże listki mięty lub ziarenka kardamonu. Napar nabiera intensywnej barwy oraz aromatu a fusy opadają na dno.

Kiedy herbata zawiera zaniczyszczenia wrzuca się ją do małych szklaneczek zalewa wrzątkiem i czeka aż zanieczyszczenia wypłyną na górę. Wówczas wylewa się wodę, i oczyszczaoną w ten sposób herbatę wrzuca się do czajnika.

Herbata jest nieodłącznymelementem biesiad i spotkań towarzyskich. Herbaty nie podaje się do posiłków. Do śniadania czy kolacji podaje się wodę. Kawa jest podawana do owoców i deserów, i jest napojem kończącym biesiadę rozpoczętą piciem herbaty.

W Syrii pije się też herbatę zaparzoną z nasionkami anyżku albo kawałkami kory cynamonowej. Podaje się ją głównie kobietom po porodzie, ponieważ wzmacniają naczynia krwionośne, poprawiają krążenie i stymulują laktację. Herbatę z anyżkiem lub cynamonem podaje się kobietom w połogu, raz dwa razy dziennie przez pierwszych 40 tzw. brudnych dni.

Egipcjanie, Syryjczycy oraz Tunezyjczycy nie umawiają się na kawę ale na herbatę i nargile(fajka wodna).

Herbata tunezyjska czy marokańska to herbata zielona, a nie czarna jak np. w Syrii. Inaczej się ją też przygotowuje. Do cynowego czajniczka wrzuca się zielona herbatę, świeżą miętę albo kardamon, uprażone nasiona pinii i garść cukru. Składniki zalewa się wrzątkiem, zawartość czajniczka miesza by rozpuścił się cukier. Zaparzanie trwa ok. 15 minut. Napar przygotowany w ten sposób jest zwykle bardzo słodki.

Do dyskusji o zdrowotnych właściwościach herbaty zapraszamy na nasze FORUM.

eVa

Odnośnik Brak komentarzy

Czy ja za dużo wymagam? O miłości słów kilka…

marzec 21, 2008 at 9:53 przed południem (facet, kobiety, milosc, psychologia, seks, spoleczenstwo) (, , , , , )

Z wielu badań nad powodzeniem małżenstwa wynika, iż to kobietom bardziej przeszkadzają różnice jakie dzielą “Wenusjanki” i “Marsjan“. To kobiety znacznie częście sięgają po poradniki, jak uzdrowić małżenstwo, zrozumieć mężczyznę, żyć w zgodzie i szczęśliwosci.

 Również dwa razy częściej niż mężczyzni chcą rozwodu (badania USA). Powodem do rozwodu, co ciekawsze, nie jest wcale przemoc fizyczna, molestowanie ale tzw. rozpad małżeństwa pod względem bliskości emocjonalnej, socjalnej, seksualnej. Kobiety skarżą się na bycie zaniedbanymi, obojętność ze strony partnera, brak troski, a w konsekwencji brak szacunku w związku. Wielu mężczyzn zapytanych co myślą o tych zarzutach uważa, iż wymagania ich partnerek stały się zbyt wysokie. Na pewno nie jedna z nas usłyszała od swojego partnera “Ale czego ty właściwie ode mnie chcesz  lub Za dużo ode mnie wymagasz.Wielu mężczyzn wyznaje, iż pomimo starań i wysiłku, który poświęcili na zaspokajanie potrzeb swojej kobiety, nie otrzymują żadnej nagrody za poświęcenie dla swojej rodziny. Mężczyźni czują sie pod presją zwiększania finansowgo wsparcia rodziny, bycia lepszym ojcem, partnerem dla swych żon.Wielu czuje się zmęczonych i nie widząc wsparcia a jedynie krytykę ze strony partnerki często poszukuje “świętego spokoju”. Istnieje dość ironiczne powiedzenie, iż kobiety zostały stworzone by narzekać, a mężczyzni by przetrwać muszą to ignorować. Zdarza się, iż niejeden dochodzi do wniosku, iż oczekiwania kobiety są już tak wysokie, że aż niemożliwe do spełnienia, więc nie podejmują nawet prób,  by próbować im sprostać.Każda z nas chyba słyszała narzekania koleżanki, siostry, czy nawet własne podobnej treści “Nie interesuje się mną i tym co robie”, “Rani moje uczucia i nie przeprasza”, “Mijamy się”, “Okazuje mi większe zainteresowanie wtedy, kiedy ma ochotę na seks”, itd. Czy naprawde kobiety oczekują tak wiele od mężczyzn? Czego szukaja w mężczyznie swego życia? Pragną “pokrewnej duszy”, kogoś komu mogą ufać i do kogo mogą się zwrócić, gdy mają problem. Kogoś kto zwraca się do nich przy podejmowaniu decyzji. Kogoś, z kim czują sie emocjonalnie połączone.Wierzę, iż istnieje szansa na szczęśliwy związek, dla każdej pary, którą połączyła miłość i postanowili iść razem prze życie. Wiem również, iż bardzo się różnimy. Natura kobieca jest bardzo złożona, skomplikowana i zmienna. Czasem nam samym trudno dojść do ładu z emocjami i nastrojami. By żyć w harmonii z mężczyzną musimy uczyć się nawzajem. By mężczyzna wypełniał nasze emocjonalne potrzeby musimy dawać mu o nich znać. Droga od jednej przemilczanej zadry, kiedy chowamy zranione uczucia, do odnalezienia siebie rankiem obok  “obcego mężczyzny” nie jest daleka. I nie ma to już nic wspólnego z Wenusjankami i Marsjanami, którzy raz kiedyś,choć tak odmienni, żyli ze sobą i fascynowali się swoimi odmiennościami. My kobiety jesteśmy wyzwaniem dla mężczyzn, podobnie jak oni dla nas. Prawdą jest, iż połową sukcesu jest ujednolicenie sposobu komunikacji. Jak stwierdził William Shakespeare ” Women speak two languages, one of which is verbal”.

Nikogo chyba nie dziwią  rubinowe, szafirowe, złote gody oraz medalowe odznaczenia przyznawane za “wieloletnie pożycie”. To naprawdę jest osiągnięcie na miarę odznaczenia orderowego.

Do dyskusji o miłości i uczuciach zapraszam na stronę naszego FORUM.

Carol

Odnośnik Brak komentarzy

Między nami kobietami czyli poznaj swoje największe rywalki

marzec 20, 2008 at 6:56 pm (facet, kobiety, milosc, podroze, psychologia, spoleczenstwo, uroda)

My kobiety wiemy doskonale, że naszym facetom zdarza się czasem niewinnie pomarzyć o Angelinie Jolie, Claudii Schiffer czy Beyonce. Żadna rozsądna dziewczyna nie potraktuje jednak takich konkurentek jako autentycznego zagrożenia bowiem prawdopodobieństwo, że nasz wylegujący się na kanapie przed telewizorem lub ekranem monitora „Misio” wpadnie przypadkiem w oko hollywodzkm uwodzicielkom jest jak jeden do miliona. Niestety, nie żyjemy w próżni i musimy liczyć się z faktem, że istnieje wokół nas kilka kobiet, które mogą być całkiem realnym zagrożeniem dla naszego związku. Niebezpieczeństwo kryje się często tam gdzie się go najmniej spodziewamy

 

Ale bez paniki, są sposoby na to by rozpoznać potencjalne rywalki i aby w porę zaradzić katastrofie.

 

Rywalka numer 1 – Mamuśka

Mama, jaka by ona nie była, jest bardzo ważną postacią w życiu każdej i każdego z nas. Ale uwaga „Mamuśka” może być także niebezpieczna i co najgorsze ukrywać swoją prawdziwą naturę pod wieloma maskami.

 

Teściowa z powołania” - jej karykatury znajdziemy dosłownie wszędzie, zadomowiła się doskonale nie tylko w opowieściach opowiadanych od wieków przez sfrustrowane mężatki, dobrze się miewa także w literaturze i sztuce. Jak ją rozpoznać ? To nic trudnego. Nienawidzi tego co robisz i jak robisz. Komentuje twój strój, wystrój waszego domu i wychowanie waszych dzieci. Sprawdza porządek w szafkach i zagląda ci do garnków – jej cel jest prosty i jasny: na każdym kroku udowodnić Ci, ze nie jesteś dość dobra dla jej kochanego syneczka.

 

Kochana Mamcia” - ten przypadek trudniej rozpoznać. Gdy ją bowiem poznajesz jest sympatyczna i słodka. Prawdziwy Anioł Często do was wpada przynosząc różne przydatne drobiazgi do domu lub świeże ciasteczka prosto z pieca. Popilnuje dzieci gdy chcecie wyjść do kina, zrobi zakupy dla całej rodziny gdy wszyscy leżycie złożeni chorobą. Myślisz, że zyskałaś właśnie nową przyjaciółkę ? Nic bardziej błędnego. Szok przychodzi najczęściej niespodziewanie. Nagle dowiadujesz się, że masz już zaplanowane wakacje i wszystkie weekendy i święta na najbliższe pięć lat. Nawet się nie obejrzysz gdy krok po kroku „Kochana Mamcia” przejmie całą, niepodzielną kontrolę nie tylko w waszym domu, ale i we wszystkich innych sferach waszego rodzinnego życia.

 

Rywalka numer dwa – jego najlepsza kumpelka

Och tak wszystkie znamy te opowieści. Jest sobie zawsze jakaś tam Ola czy Zosia, którą nasz facet zna od piaskownicy i z którą nic ale to absolutnie nic prócz przyjaźni go nigdy nie łączyło. No dobrze, ale to jego wersja. Jak to wygląda z jej perspektywy ? Czy wspólne budowanie zamków z piasku było z jej strony także takie niewinne ? Czy wręcz przeciwnie? Może marzyła o tym, że kiedyś nasz luby jej taki całkiem już prawdziwy zamek zafunduje? Trzeba się liczyć z tym, że spędzili z sobą całą masę życia. Opłakiwali wspólnie śmierć swoich pierwszych własnych zwierzątek, razem zwalczali pierwsze pryszcze, razem jeździli na koncerty, zwierzali się sobie ze swoich pierwszych erotycznych fascynacji. Co robić? Przede wszystkim -bądź czujna. Wciel w życie pewną znaną maksymę : poznaj dobrze swoich przyjaciół , ale jeszcze lepiej wrogów. Spróbuj ją nie tylko dokładnie poznać, ale spróbuj się z nią także zaprzyjaźnić. Daj jej odczuć, ze jej pozycja najlepszej kumpelki twojego faceta nie jest z twojej strony w żaden sposób zagrożona. Przy okazji możesz wspomnieć, że twój mężczyzna zawsze powtarza, że „ świetnie mu się z tobą rozmawia i że , całe życie byłaś dla niego jak siostra, której niestety nie miał”. To sprytne przeniesienie relacji między nimi na poziom bratersko - siostrzany powinno doskonale ochłodzić jej wszelkie pozakumplowskie zapędy.

 

Rywalka numer 3 – jego wstrętna EX

Jeżeli byli ze sobą długo, mają zapewne ten sam krąg przyjaciół i znajomych – a więc spotkań może nie dać się uniknąć. I nawet się nie staraj . Nie ma silniejszego przesłania dla kobiety niż inna kobieta u boku jej byłego mężczyzny. Nie staraj się jednak z nią zaprzyjaźniać. Bądź grzeczna, ale zdystansowana. Choć twój chłopak obecnie psy na niej wiesza nigdy nie dowiesz się jak to tam kiedyś między nimi było. Z jakichś przecież powodów spędzili z sobą kawałek życia. Nie staraj się z nią porównywać. Nie staraj się do niej upodobnić. Przyjmij za fakt, że jego ex to zamknięta historia. Inaczej wpadniesz w obsesje. Dopiero niedawno się rozstali i ona wydzwania do niego z każdą błahostką, a co najgorsze jemu wydaje się to wcale nie przeszkadzać ? Wiemy, trudno to wytrzymać. Ale postaraj się to ignorować. Stare nawyki trudno wykorzenić po obu stronach. Następnym razem gdy twój facet będzie do niej pędził naprawiać kran – zaoferuj się, że ty to chętnie zrobisz. Możesz nam wierzyć, ze jej mina kiedy zobaczy jak świetnie radzisz sobie z takimi problemami będzie warta pospiesznych konsultacji w czasie dojazdu do jej mieszkania z wszystkimi hydraulikami w mieście. Możesz też być pewna, ze następnym razem dobrze się zastanowi ,nim znowu zadzwoni z prośbą o pomoc.

Chcesz o tym porozmawiać ? Zapraszamy do rozmowy na nasze forum kobiet.

Vausti

Odnośnik Brak komentarzy

Za co kochamy mężczyzn( z Pamiętnika Ewy)

marzec 18, 2008 at 8:27 pm (facet, kobiety, milosc, psychologia, seks, spoleczenstwo) (, , , , , , )

Gdy sięgam pamięcią wstecz, Ogród wydaje mi się snem. Był piękny, niezwykle czarująco piękny, a teraz jest utracony i nie ujrzę go już nigdy.
Ogród jest utracony, lecz jestem szczęśliwa, gdyż odnalazłam Adama. On kocha mnie tak, jak potrafi, a ja kocham go ze wszystkich sił swej namiętnej natury, co, jak przypuszczam, jest typowe dla mej młodości i płci. Kiedy zadaję sobie pytanie, dlaczego go kocham, dochodzę do wniosku, że nie wiem i nie pragnę wiedzieć. Przypuszczam więc, że ten rodzaj miłości nie jest wynikiem rozumowania ani statystyki, jak miłość do płazów i zwierząt. Myślę, że tak jest. Kocham niektóre ptaki dla ich śpiewu - lecz Adama nie dlatego kocham - nie, nie dlatego. Im więcej śpiewa, tym bardziej mnie to denerwuje. Proszę go jednak, by śpiewał, gdyż pragnę polubić wszystkjo, co go interesuje. Jestem pewna, że z czasem polubię ten śpiew, choć z początku nie mogłam go znieść, ale teraz mogę. Drażni to wprawdzie moje uszy, lecz nic nie szkodzi, i do tego można przywyknąć.
Nie kocham go dla jego inteligencji - nie, wcale nie dlatego. Nie należy winić go za rodzaj inteligencji, jaki posiada, gdyż sam go nie stworzył, jest taki, jakim stworzył go Bóg, i to wystarcza. Wiem, że kierowała tym mądra celowość. Z czasem jego inteligencja rozwinie się, chociaż nie sądzę, aby to nastąpiło szybko, zresztą nie ma pośpiechu, jest wystarczająco udany taki, jaki jest.
Nie kocham go z powodu jego subtelności ani pełnych wdzięku i delikatności manier. Nie, ma pod tym względem braki, lecz jest wystarczająco udany taki, jaki jest, i robi wciąż postępy.
Nie kocham go z powodu jego zręczności - wcale nie dlatego. Przypuszczam, że jest zręczny, nie wiem tylko, dlaczego to przede mną ukrywa. Jedynie to sprawia mi przykrość. Na ogół jest teraz ze mną szczery i otwarty, jestem pewna, że poza tym nie ukrywa przede mną niczego. Martwi mnie, że ma przede mną tajemnicę i nieraz myśl o tym nie daje mi zasnąć, lecz postaram się o tym zapomnieć, by nic nie mąciło pełni mego szczęścia.
Nie kocham go z powodu jego wykształcenia - nie, nie dlatego. Jest samoukiem i ma mnóstwo wiadomości nie całkiem zgodnych z rzeczywistością.
Nie kocham go z powodu jego rycerskości - nie, nie dlatego. Nieraz krzyczy na mnie, lecz nie mam o to do niego pretensji, gdyż sądzę, iż jest to cechą jego płci, której przecież sam nie stworzył. Oczywiście, sama nigdy nie podniosłabym na niego głosu - wolałabym raczej zginąć, lecz to również jest cechą mej płci, której nie stworzyłam - nie jest więc moją zasługą.
Więc dlaczego go kocham? Sądzę, że jedynie dlatego, iż jest mężczyzną
W głębi serca jest dobry i za to go kocham, lecz mogłabym go też kochać, gdyby taki nie był. Kochałabym go, gdyby mnie bił i obrzucał obelgami. Przypuszczam, że to typowe dla mej płci.
Jest silny i przystojny, i za to go kocham, podziwiam i jestem z niego dumna, lecz mogłabym go kochać, gdyby był pozbawiony tych zalet. Gdyby był brzydki, kochałabym go; gdyby był rozbitkiem życiowym, kochałabym go, pracowałabym na niego, harowałabym, modliła się i czuwała przy jego łożu aż do śmierci.
Sądzę więc, że kocham go jedynie dlatego, że jest mężczyzną i należy do mnie. Nie machyba innego powodu. Jest więc tak, jak już przedtem stwierdziłam: ten rodzaj miłości nie jest wynikiem rozumowania ani statystyki. Po prostu zjawia się nie wiadomo skąd - bez żadnych wyjaśnień. I nie są one potrzebne.
Tak myślę. Jestem jednak tylko dziewczyną - pierwszą, która dociekała tych spraw i być może z nieświadomości, z braku doświadczenia nie zrozumiałam togo jak należy.
Modlę się o to, abyśmy zeszli z tego świata razem - to pragnienie nie zniknie z tej ziemi - lecz przetrwa w sercu każdej kochającej żony po kres dni, i nazwą je moim imieniem.
Lecz jeśli jedno z nas musi odejść pierwsze, modlę się, abym to była ja; gdyż on jest silny, a ja słaba, nie jestem mu tak niezbędna, jak on mnie - życie bez niego już nie będzie życiem, jak je zniosę? Ta modlitwa jest również nieśmiertelna i tak długo będzie zanoszona, jak długo przetrwa mój ród. Jestem pierwszą żoną, a ostatnia żona będzie moim odbiciem.
Na grobie Ewy
ADAM: Gdziekolwiek była ona, t a m był Raj.
Do dyskusji na temat miłości zapraszamy na nasze forum kobiet.
eVa

Odnośnik Brak komentarzy

Kobieta i mężczyzna - kto jest z Marsa, a kto z Wenus

marzec 17, 2008 at 7:17 pm (facet, kobiety, milosc, psychologia, spoleczenstwo) (, , , , , , )

Zgadzam się z Jungiem, który stwierdza, że „zachodnia świadomość nie jest bynajmniej jakąś ogólną świadomością, ale jest to uwarunkowany historycznie i ograniczony geograficznie czynnik reprezentujący tylko część ludzkość”

Według Butler nasza płeć kulturowa jest ciągłym stawaniem się, gdzie „męskość” i “kobiecość” tworzą się tu i teraz, cały czas, nieustannie. Tworzymy siebie w sferze zewnętrznej, poprzez język, gesty, zachowania, ubiór, przypisane odgórnie bądź też wybrane role. Jesteśmy umieszczani w dyskursie, który nazywając - stwarza. To praktyka powoduje stwarzanie i w tym kontekście nie można mówić o czymś immanentnym, zastanym, istniejącym w jakiś obiektywny sposób. Kobietą się stajemy, gdy np. chodzimy, zachowujemy się jak kobieta; mówiąc, zachowując się jak mężczyzna - tworzymy siebie jako mężczyznę. Gdzie jednak jest wzorzec, na którym mogłaby się oprzeć owa potęga imitatio?

Paradoksalnie, to w wyniku ciągłego, niemal rytualnego powtarzania zachowań symbolicznych, tworzy się ów ideał.

Czy wszystko jest zatem teatrem? W europejskiej tradycji scenicznej kobiety były wykluczone z gry w przedstawieniach, tak w antycznej Grecji, jak i teatrze elżbietańskim, jednak „tradycyjna chińska opera zna zarówno gatunki „męskie”, w których kobiece role odtwarzają mężczyźni, jak i „kobiece”, gdzie męskie role grają kobiety”. Znów więc wszystko zależy od kontekstu kulturowego. Można więc stwierdzić, że płeć jest kształtowana w bardzo dużej mierze przez i według gender. Wszystko tym samym jest wynikiem dyskursu. Teoria reprezentowana przez Butler rozbija podmiot, neguje tożsamości jako stały i odgórnie nadany porządek. Dotąd kluczem był ład społeczny, oparty na dość wygodnym antagonizmie płci. W jego świetle powiedziano by więc, że kobiecość może się tylko wyrażać w Yang i że niemożliwe jest rozwijanie tożsamości poprzez oscylację pomiędzy Yin i Yang.

Tak jak wciąż pokutuje gdzieś na obrzeżach myśli Zachodu historia Johna Graya o mężczyznach z Marsa i kobietach z Wenus: „Wyobraź sobie, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Dawno temu Marsjanie patrząc przez teleskopy, odkryli Wenusjanki. Zakochali się w nich i natychmiast wynaleźli podróże kosmiczne, aby się dostać na Wenus. Mieszkanki Wenus przywitały ich z otwartymi ramionami. Zawiązała się między nimi prawdziwie magiczna miłość. Pochodzili wprawdzie z rożnych światów, jednak zachwycali się swymi odmiennościami; całe miesiące spędzali na uczeniu się siebie nawzajem, na badaniu tak różnych potrzeb. Aż wreszcie Marsjanie i Wenusjanki postanowili lecieć na Ziemię, wszelako zapomnieli wtedy, że są z różnych światów – i od tego czasu mężczyźni i kobiety żyją w konflikcie”. Można śmiało stwierdzić, że takie rozumowanie pogłębia tylko stereotypową dychotomię pomiędzy płciami. Butler w swym teoretycznym wywodzie przeciw binarności przywołuje poglądy Beauvoir i Irigaray. To Beauvoir, jako pierwsza, mówi o „brakującej wzajemności asymetrycznej dialektyki”. Jak jednak podkreśla Butler to „Irigaray poszerza horyzont krytyki feministycznej. Wskazuje na to, że ta dialektyka jest tylko monologowym opracowaniem męskiej ekonomii znaczeniowej. I pozostawia owe epistemologiczne, ontologiczne, monologowe i logiczne struktury męskiej ekonomii znaczeniowej otwarte”. Tożsamość konstytuuje się według tezy Graya i jemu podobnych w oparciu o trzy elementy: płeć (biologia), gender (kultura) oraz pragnienie, oczywiście ukierunkowane na płeć przeciwną.

Więcej na ten temat na naszym FORUM KOBIET.

 Vausti

Odnośnik Brak komentarzy

Antykoncepcja - metody naturalne

marzec 16, 2008 at 8:33 pm (facet, kobiety, milosc, polska, seks, spoleczenstwo, uroda) (, , , )

 Metody naturalne, o tak, rzekomo najlepsze, zalecane przez Kościół, i popierane przez polityków, by kraj się rozmnażał i nie trzeba było dyskutować o refundowaniu środków antykoncepcyjnych. Chyba lepszą nazwą tej metody jest określenie metoda planowania rodziny, bo to prawdziwy biznesplan…Najpierw trzeba zainwestować w edukację, potem znaleźć dobrą pracę, na tyle dobrą by można spokojnie wyżywić co najmniej pięcioro dzieciaków. Jak mówią złośliwi o tej metodzie: co rok to prorok!

Czy jest rzeczywiście najgorsza?  Skuteczność metod antykoncepcyjnych określa tzw. wskaźnik Pearla, który pokazuje jak duże jest ryzyko zajścia w ciążę podczas stosowania określonej metody anykoncepcji, i przykładowo gdy wynosi 1, oznacza to, że na 100 kobiet, stosujących daną metodę, jedna może zajść w ciężę. Tak więc im indeks Pearla ma niższą wartość tym metoda skuteczniejsza. Dziś cała prawda o naturalnych metodach antykoncepcji.

 

METODY NATURALNE

Metoda naturalna objawowo-termiczna(eskaźnik Pearla 3,3-35)

Polega na mierzeniu temperatury wewnątrz pochwy oraz na obserwacji wydzielanego z niej śluzu, na której to podstawie możemy określić dni płodne i niepłodne. Jest to metoda akceptowana przez Kościół i propagowana na naukach przedmałżeńskich. Wprawdzie jest bezpieczna dla zdrowia, niestety jej skutecznośc jest bardzo niska. Nie powinny jej ufać nastolatki, kobiety wkraczające w okres menopauzy i wszystkie, które mają nieregulane cykle miesięczne. Na pewno jest pewnym rozwiązaniem, dla tych kobiet, których organizm źle znosi stosowanie pigułek hormonalnych. Stres, alkohol, podróże- mogą powodować zaburzenia pomiarowe, i stąd stosowanie tej metody wymaga dużej samodyscypliny i dbałości o siebie. Minusem jest na pewno także to, że kobieta musi zachować wsrzemięźlowość od seksu wtedy gdy ma na niego największą ochotę.

 

Metoda termiczna

Mierzenie temperatury należy rozpocząć po zakończeniu menstruacji(dni niepłodne to te tuż po menstruacji do szóstego dnia cyklu), i należy regularnie, codziennie rano, przed wstaniem z łóżka dokonywać pomiaru temperatury w pochwie. Wstrzemięźliwość od współżycia należy zachować do dnia kiedy nastąpi nagły spadek i wzrost temperatury(np. jednego dnia będzie wynosiła 36,6, potem spadnie do 36,1 a potem wzrośnie znów do ok. 36,7-8 sopni). Okres płodny to najczęściej sześć dni przed i trzy po wzroście temperatury, a więc wtedy należy unikać stosunku.

 

Metoda owulacyjna

Polega na dokładnym obserwowaniu śluzu wydzielanego z pochwy. Przy regularnych cyklach 28 dniowych, owulacja pojawia się ok. 14 dni cyklu, przy czym pierwszy dzień cyklu to jednocześnie pierwszy dzień ostatniej miesiączki. Tuż po miesiączce występuje okres tzw. dni suchych, kiedy organizm nie wydziela prawie w ogóle śluzu. Dni płodne zaczynają się na około pięć dni przed owulacją i utrzymują się do trzech dni po niej. Stopniowo wzrasta ilość produkowanego śluzu, którego ilość jest największa w trakcie owulacji. Jest on wtedy ciągnący, przejrzysty, przypomina białko jaja kurzego i sprzyja przemieszczaniu się plemników, które są zdolne do przetrwania w ciele kobiety nawet do kilku dni. O nadejściu dni niepłodnych sygnalizuje też ból w podbrzuszu oznaczający rozpoczęcie jajeczkowania.

Księża mówią swoje, politycy swoje a wskaźniki mówią za siebie!Zapraszamy do dyskusji na nasze forum kobiet.

eVa

Odnośnik Brak komentarzy

« Poprzednie wpisy